Rano – pobudka. Tak nas kierownik pogonił, że potem musieliśmy czekać pół godziny ,bo umówiliśmy się z kierowcą na 7.30.
Busem ( 50 JOD) pojechaliśmy do Dżarasz – byliśmy tam o 8.00, zaraz po otwarciu. Uczucie było fajne, bo byliśmy pierwszymi zwiedzającymi tego dnia – a było co podziwiać. Dżarasz jest bowiem cudny i piękny i wspaniały i zachwycający. Gdyby internet tutaj chodził lepiej,zaraz wrzuciłabym kilka zdjęć, ale na razie wgrywają mi się dopiero z Wadi Rum – w tempie 1/15 min...
Najpiękniejszy był północny teatr - jakby zaraz mieli tam wejść widzowie i aktorzy. Nie wiem czy istnieje lepiej zachowane miasto z czasów Imperium Rzymskiego – ale to koniecznie trzeba zobaczyć podczas pobytu w Jordanii.
Gdy kończyliśmy zwiedzanie nadciągnęły setki wycieczek i przestało być tak fajnie...
Pojechaliśmy potem jeszcze do Adżlun , zobaczyć zamek zbudowany przez Saladyna – ale po Gerazie, był jakiś smutny...
W drodze powrotnej Kierownik zobaczył napis – Carrefour – i oczywiście musieliśmy się zatrzymać i zrobić zakupy. Na niego te francuskie markety strasznie działają...
Wieczorkiem poleźliśmy do knajpy z morskim jedzeniem i zamówiliśmy wielki półmich ryb i krewetek z ryżem, ziemniakami opiekanymi i zestawem sałatek. Teraz siedzimy i stękamy z przejedzenia...